Samochody 3 min czytania

Jest nadzieja dla Porsche. Mission S to koniec z ekranami i bzdurami

porsche mission s wnętrze
Fot. Porsche

Porsche zaprezentowało w Nowym Jorku nowy model Mission S, który zapowiada powrót marki do klasycznych rozwiązań technicznych po latach koncentracji na elektromobilności. Wszystko wskazuje na to, że pojazd otrzyma silnik spalinowy i ma stać się trwałym elementem oferty Porsche powyżej kultowej 911, a nie jedynie limitowanym gadżetem kolekcjonerskim.

Powrót do korzeni po latach elektrycznych eksperymentów

Po latach błądzenia w ślepych uliczkach elektrycznych wizji, niemiecki producent z Zuffenhausen wreszcie wraca do tego, co uczyniło go legendą. Zapomnijcie o sterylnej ciszy, ciężkich bateriach i bezsensownych próbach sztucznego generowania emocji. Porsche zaprezentowało w Nowym Jorku model o nazwie Mission S, co po kilku złych wiadomościach z ostatnich lat pozwala choć trochę odetchnąć.

To nie jest kolejny bezużyteczny samochód stworzony wyłącznie po to, by spełnić normy ekologiczne. To również nie jest sympatyczny koncept, który ładnie się ogląda, ale z którego nic konkretnego ostatecznie nie wyniknie. To wyraz akceptacji rzeczywistości. Po tym, jak poprzedni elektryczny koncept Mission X zderzył się z murem obojętności klientów – podobnie jak praktycznie wszystkie modele elektryczne oferowane dotąd przez Porsche – Niemcy w końcu zrozumieli, że ta droga nie prowadzi donikąd.

Najlepsze jest jednak to, że Mission S nie ma być kolejną limitowaną ozdobą kolekcjonerską, która większość czasu spędzi w garażu. Ma stać się trwałą częścią gamy modelowej Porsche, usytuowaną powyżej legendarnej 911. To deklaracja znacznie poważniejsza niż zwykły koncept pokazowy.

porsche mission s
Fot. Porsche
porsche mission s
Fot. Porsche

Tajemnica silnika, ale wyraźne sygnały

W Zuffenhausen wokół napędów panuje na razie dyskrecja – oficjalny komunikat prasowy skromnie milczy na temat silnika. Nie da się jednak ukryć faktów. Samochód miał otrzymać napęd spalinowy i najwyraźniej go otrzymał. Magowie z branży motoryzacyjnej potrafią „udawać” niemal wszystko, łącznie z symulacją napędu spalinowego, jednak Porsche nie posunęłoby się tak daleko, by elektrycznemu autu doklejać rury wydechowe czy wskaźniki temperatury i ciśnienia oleju.

Mission S ma wszystkie te elementy, co w połączeniu z przyszłym miejscem modelu w ofercie Porsche czyni niepotwierdzone jeszcze informacje o nietypowym silniku typu H8 pod maską bardzo prawdopodobnymi.

Cztery rury wydechowe i wentylator rodem z legendy

Za tylnymi siedzeniami można więc spodziewać się tradycyjnej mechaniki, a jeszcze dalej z tyłu – czterech prawdziwych, ułożonych jedna nad drugą końcówek układu wydechowego. Warto zwrócić uwagę na to, co znajduje się pod tylnym spojlerem – układ chłodzenia z wentylatorem inspirowanym legendarnym modelem 917.

Wnętrze samochodu również wydaje się podążać we właściwym kierunku. Nie ma tu żadnych cyfrowych symulacji wibracji, sztucznie generowanego dźwięku z głośników ani łopatek zmiany biegów pod kierownicą wyglądających, jakby wyjęto je prosto z konsoli PlayStation. Przed kierowcą umieszczono klasyczny analogowy obrotomierz z mechaniczną wskazówką, a obok niego wskaźnik temperatury oleju.

Koniec cyfrowej plagi w kabinie

Wnętrze Mission S całkowicie pożegnało się z nowoczesną plagą w postaci ogromnych ekranów dotykowych. Porsche postawiło na prostotę – zrezygnowano z centralnego wyświetlacza oraz ekranu przed pasażerem. Zamiast tego kierowca i pasażer otrzymują elegancki, chowany uchwyt z technologią MagSafe na smartfon.

Telefon nosi przy sobie niemal każdy, a jego ekran w zupełności wystarcza nawet do nawigacji. Dzięki takiemu rozwiązaniu deska rozdzielcza nie będzie się wizualnie starzała, a wnętrze zachowuje ponadczasową czystość formy. Kierowca może w pełni skupić się na tym, co najważniejsze – na prowadzeniu samochodu.

Kontrowersyjny design dzieli internautów

Osobną kwestią pozostaje wygląd zewnętrzny samochodu, który zaraz po premierze wywołał w internecie lawinę co najmniej sceptycznych reakcji. Użytkownicy mediów społecznościowych krytykują przekombinowane kształty, które próbują połączyć w jedno dziedzictwo modeli 911 GT1 i 959 z nowoczesnymi elementami stylistycznymi, co miejscami sprawia wrażenie chaotycznego miksu.

Trudno odmówić racji takim głosom, jednak nie tylko dla wyglądu kupuje się tego rodzaju samochód. Liczy się to, co kryje się pod blachą oraz jaki sygnał wysyła ten model w świat. Jeśli Mission S jest nowym obliczem przyszłości marki z Zuffenhausen, to wciąż jest na co czekać.